No może nie ma jeszcze powodów do skierowania na leczenie zamknięte, a wyrozumiałość żony wciąż jeszcze nie została nadwyrężona za bardzo, więc póki co jeszcze się nie zamartwiam i tradycyjnie w piątkowy wieczór spotkałem się wczoraj z przyjacielem moim serdecznym Sakwiarzem na kolejnej potyczce. Najpierw jednak potknęliśmy się o dwie lufki orzechówki (niestety nie było opcji na więcej środków dopingujących, z powodu konieczności prowadzenia pojazdu w bardzo wczesnych godzinach porannych). A po lufkach jakoś nam raźniej się grało ...
Dla porządku Tomek ciągnął temat Panzerlehrdivision tym razem w formie kompanii zmotoryzowanej, a dla odmiany ja powróciłem do chłopaków z Sherwood - oczywiście w masie czołgów upchanych.






